W ciągu ostatniego pół roku miałem na moim, nieco już leciwym laptopie zainstalowanego Archa, system, który do niedawna reklamował sie sloganem: Simplicity is the ultimate sophistication.
Arch Linux jest dokładnie taki jak ten slogan. Prosty do bólu, czytelny i przeznaczony dla osób, które nie panikują, gdy zamiast okienek widzą terminal. Jednym z rzekomo największych atutów Archa jest jego szybkość. Jak pokazały przeprowadzone dość dawno testy, nie jest to do końca prawda. Część użytkowników Archa nadal upiera się, że jest najszybszy, najszybciej startuje i wykonuje podstawowe operacje, inni dostrzegają w nim inne zalety.
Czytelny rc.conf
Dziecko Judda Vineta ma w sobie coś, co od razu przypadło mi do gustu – czytelny sposób uruchamiania systemów poprzez czytanie konfiguracji z rc.conf, gdzie sam administrator/użytkownik systemu określa, które daemony warto ładować i w jaki sposób to robić. Jeżeli jest jedna rzecz, którą chciałbym przenieść z Archa do Debiana, to jest to właśnie rc.conf.
Dokumentacja, która nie gryzie.
Jednakże, z mojego punktu widzenia największym atutem Archa jest fakt, że nic w nim nie działa „prosto z pudełka„. Żeby otrzymać system taki, jakiego potrzebujemy, tak czy inaczej wymagane jest od użytkownika, by zajrzeć do dokumentacji i odpowiednio podrasować pliki konfiguracyjne.
Innym aspektem tej samej sprawy jest wiki, na której znajdziemy wyjaśnienia problemów, które napotkamy nie tylko korzystając z tego systemu. Na przykład, jednym z jej lepszych artykułów jest ten o zsh, który może służyć jako punkt odniesienia dla właściwie każdej dystrybucji Linuksa. Jeżeli szukasz wyjaśnienia działania praktycznie dowolnego *niksowego programu, polecam zacząć właśnie od tej strony.
Aktualizacja, której należy się bać.
Arch jest systemem opartym na zupełnie najnowszych wersjach oprogramowania. Zdarza się, że pakiety to klony świeżych plików udostępnionych na przykład na Githubie. Wiąże się to z dość nieciekawą właściwością tego systemu – o ile jest to fajne w przypadku programów użytkowych, developerskie wersje kernela czy innych ważnych aplikacji systemowych potrafią przyprawić użytkownika o ból głowy.
Aktualizacja tego systemu nie jest sprawą prostą, może się zdarzyć, że coś przestanie działać i trzeba będzie ratować system poprzez single user mode. Dlatego, instalowanie akurat tej dystrybucji Linuksa na serwerze to zagranie z pogranicza hazardu. Z jednej strony, php czy postfix są w najnowszych wersjach, ale bardzo możliwe, że spowoduje to mniejsze lub większe problemy.
Ja i mój Arch.
Rozstaliśmy się w dość nieciekawych okolicznościach, gdy kmod zastąpił module-init-tools, a moja domowa instalacja tego systemu z niewiadomych dla mnie powodów przestała wykrywać partycje. Na szczęście, żadne dane nie zostały utracone, ale ponowne próby zainstalowania tego systemu wciąż wysypywały się w tym samym momencie.
Wróciłem więc do Sida, zainstalowanego od zera. Podczas czasu spędzonego na Archu nauczyłem się nie bać plików z /etc/ i mam teraz system dokładnie taki, jakiego potrzebuję. Jednocześnie stabilny, lekki i dopasowany do mojego sprzętu. No, i Slim zaczął współpracować z ConsoleKit.
Do Archa nie wracam, chociaż miło go wspominam. Został mi archey i tęsknota za makepkg -s.